Dorota Stalińska

Dorota i Inni

Tę stronę w całości przekazujemy internautom, czytelnikom, widzom i sympatykom twórczości Doroty Stalińskiej. 

Zapraszamy do pozostawiania śladów swojej obecności w Księdze Gości. To jest miejsce, w którym można podzielić się swoimi wrażeniami, spostrzeżeniami, tu można wyrazić swoją opinię i zadać pytanie Dorocie Stalińskiej, na które obiecała nam w miarę możliwości odpowiadać.  ---> KONTAKT

Wspomnienia to strona, dzięki której chcielibyśmy ocalić od zapomnienia, momenty ważne, miłe, interesujące, wzruszające. Chwile spędzone z wierszami, filmami czy piosenkami Doroty Stalińskiej, lub z nią samą na koncertach czy przedstawieniach. A może jest jakieś wydarzenie, którym warto podzielić się z innymi ? A może macie w pamięci jakieś fajne zdarzenia z dzieciństwa, szkoły lub studiów?  A może ktoś ma wspólne zdjęcia czy inne ciekawe pamiątki związane z Dorotą Stalińską?

Zapraszamy, przysyłacie i piszcie Państwo do nas! (KONTAKT – w temacie proszę wpisać WSPOMNIENIA)

Dagmara Andryka - administratorka
sobota 29.11.08 godz. 00:18

Przepraszam za długie milczenie i nadrabiam zaległości. Bardzo się cieszę, że Państwo tak chętnie zaglądacie na tę stronę. Zapewniam, że wszystkie te listy czytam z ogromną uwagą, często z ogromnym wzruszeniem, często z uśmiechem a często z nutką zadumy. I naprawdę przykro mi, że nie jestem w stanie odpisywać na nie natychmiast bo wiem, że Państwo na te odpowiedzi czekają. Ale to nie brak chęci sprawia, to fizyczny brak czasu. Uwikłana w coraz więcej tematów i ludzkich spraw po prostu nie mogę nieraz tego pędzącego czasu dogonić. Dla przykładu, abyście Państwo wiedzieli, ze nie próbuję się wymigać, podam Państwu swój rozkład zajęć minionego tygodnia.

-  piątek (21.11.08) - pojechałam do Kielc na rozdanie i wręczenie nagród w konkursie na najlepszy reportaż radiowy dotyczący wypadków na drodze, zorganizowany przez Radio Kielce. Byłam członkiem jury tego konkursu, a więc to oczywiste, że pojechałam na uroczyste wręczenie nagród. Reportaże były wspaniałe, choć trudne i wstrząsające bo dotykały prawdziwych ludzkich dramatów i pokazywały przeraźliwą sytuację zagrożeń na naszych polskich drogach. Uroczystość skończyła się o godzinie 19ej i byłam pewna, że najdalej za 2,5 godziny będę w domu i spokojnie przygotuje się do rannego wyjazdu do Poznania. Ale właśnie wtedy rozpętała się dzika śnieżyca. Dziesiątki ślizgających się ciężarówek i osobowych samochodów z letnimi oponami blokowały drogę. Mając szczęśliwie już zimowe opony jechałam miedzy nimi 10 km na godzinę modląc się żarliwie o szczęśliwy powrót do domu. O godzinie 3ej nad ranem udało się dojechać.

- sobota (22.11.08) - nie byłam w stanie wsiąść do auta o 7ej rano i jechać do Poznania. Wsiadłam do pociągu. W Poznaniu słynny DKF Dziesiątka obchodził swoje 25 -cio lecie. To jest najprężniej działający DKF w Polsce, z fantastyczną młodzieżą, której wspaniały, niezwykły i niestrudzony profesor Maciej Plewiński od 25ciu lat zaszczepia miłość do polskiego kina i polskich twórców. Nie mogło mnie tam nie być. Bo to nie tylko ich, ale i nasze, twórców święto. Późną nocą skończyły się nasze spotkania i dyskusje.

- niedziela (23.11.08) – o 7ej rano pojechałam pociągiem z Poznania do Częstochowy. Tu działa prężnie Klub Kreatywnych Kobiet, który zorganizował targi Wszystko dla Kobiet, w ramach których miałam swój wykład na temat pozytywnego myślenia, radości życia, zdrowego stylu życia, zdrowego odżywiania i miłości do siebie, świata i ludzi. Około północy wróciłam do domu.

- poniedziałek - zakupy, gotowanie, pranie, sprzątanie…                           

obiad z synkiem, rozmowy z synkiem….                           

prezentacja Alveo dla szukających ratunku….                            

telefony, faksy, maile, pisma, urzędy itp…….                           

rachunki dla księgowości za miesiąc miniony… (ufffff, nie cierpię tego!)

Kiedy uporałam się z tym wszystkim była 2 w nocy.

- wtorek – pobudka 6 ta rano, dwie godziny w korkach,     

3 programy Lekcja Bezpieczeństwa w szkole podstawowej na Kabatach      

prezentacja Alveo,  

spotkanie w sprawach Fundacji     

2 godziny w korkach,  

ping-pong z synkiem      

obróbka zdjęć po sesji,

praca nad scenariuszem

O północy usnęłam w fotelu.

- środa, czwartek – cały dzień od rana do wieczora sprawy scenariuszowe, biurowe,                                     

bankowe, urzędowe                                

i domowe… zakupy, gotowanie, trening, ping-pong z synkiem itp.

- piątek – cały dzień w Łodzi  

I dziś już znowu sobota. Mogłam trochę dłużej pospać. Mogłam zrobić solidny trening… I mogłam na spokojnie zrobiłam długą listę tego co powinnam dziś i jutro zrobić.. Ale ponieważ mam wobec Państwa długie już zaległości dziś uczyniłam z tego priorytet. Odkładam wszystkie inne sprawy i piszę….  

Po pierwsze

Bardzo miło zaskoczyły mnie wszystkie listy od młodzieży ( i nie tylko )  ze szkół, w których niedawno odbyłam cykl spotkań. Bardzo się cieszę, że te spotkania okazały się takie owocne i pożyteczne. Nieraz tak nie wiele trzeba aby otworzyć w drugim człowieku jakąś szufladkę, w której stłamszone drzemią nasze marzenia; aby uruchomić inny sposób myślenia; aby utwierdzić go w poczuciu własnej wartości i potrzebie realizacji własnych marzeń i zamierzeń. Ciekawa jestem ilu z tych młodych ludzi zrobiło ten „eksperyment” do którego namawiałam… i powiedziało swojej mamie czy tacie „Kocham cię”.??? I ciekawa jestem czy jeśli to zrobili dostali w zamian czułość i tak zwane dobre słowo, na które tak często bez skutku czekają. ??? Swoja drogą nie rozumiem dlaczego tak wielu rodziców tak niechętnie okazuje codzienne swoim dzieciom miłość, troskę i zrozumienie. Dlaczego rodzice tak rzadko ze swoimi dziećmi rozmawiają… nie o tym co na obiad, ale o tym co ich boli, co ich drażni, co myślą, co czują itp. Ale nigdy nie jest za późno. Tak jak młodzież namawiam na to by podjęła próbę nawiązania bliższej więzi z rodzicami, tak samo namawiam rodziców by nie rozumiejąc swoich dzieci nie przekreślali szansy zaprzyjaźnienia się z nimi, by podjęli próbę zrozumienia ich zachowań…. A żeby zrozumieć trzeba szczerze rozmawiać. Więc namawiam do rozmowy…szczerej, mądrej, dobrej i troskliwej, namawiam do tego aby dzieci uczestniczyły w Waszych radościach i troskach, one dla Was tez mogą być wielkim wsparciem. Tak wiec jeśli komuś po naszym spotkaniu udało się przełamać tak zwane lody, lub inaczej mówiąc zburzyć mur, który często odgradza nie wiedząc czemu kochające się osoby – to dajcie znać… niech i inni uwierzą, że to jest możliwe. Trzeba tylko chcieć. I trzeba pamiętać, ze są słowa klucze do każdego serca takie jak: kocham cię, przepraszam, proszę, dziękuję.

Po drugie

Wiele osób pyta o tomiki moich wierszy. I to mnie naprawdę baaaaardzo cieszy. Bo jeśli Państwo o nie pytacie i zabiegacie, to znaczy że one są w jakiś sposób ważne dla Was. A to największa radość dla poety. Drugi i trzeci tomik moich wierszy jest do nabycia w naszym sklepiku. Pierwszy właśnie wznawiam i będzie w sklepiku po nowym roku. Niestety nie zdążyłam z tym na święta. Wiele osób pyta też o filmy. O filmach była już wcześniej mowa i o ile pamiętam umieszczona była na stronie informacja gdzie można kupić filmy z moim udziałem na DVD lub na VHS. Też bardzo żałuję, że nie ma Krzyku na płycie DVD, ale jest na VHSie .

Po trzecie

Napływa tu wiele różnych zaproszeń od osób prywatnych i stowarzyszeń do wzięcia udziału w ważnych i pożytecznych akcjach, do przyjazdu tu czy tam…. Dziękuję za te wszystkie zaproszenia… one świadczą o Państwa do mnie sympatii i o szacunku do tego co robię. Tym bardziej proszę wybaczyć , że nie jestem w stanie sprostać tym zaproszeniom. Mam po prostu nabity grafik ( co pokazałam na początku tej wypowiedzi) na wiele miesięcy do przodu i na ogół nie jestem w stanie „wcisnąć” już nic więcej.

Po czwarte – Wiele osób pyta kiedy i gdzie można obejrzeć ZGAGĘ. Bardzo mnie to cieszy, ze sztuka, którą gram 13 lat nadal wzbudza takie zainteresowanie. Rozglądam się za nową scena dla Zgagi w Warszawie. I jeśli taką znajdę na pewno Państwa powiadomimy Myślę, ze po nowym roku już się to uda. Proszę o jeszcze chwilę cierpliwości.    

A teraz bardzo ważna prośba do Państwa ode mnie!  

Jestem ostatnio tak bardzo zajęta i będę jeszcze bardziej przez najbliższe miesiące zajęta ponieważ pojawił się niezwykły, wspaniały projekt filmowy. Nie mogę napisać jeszcze teraz nic więcej… żeby nie zapeszyć. Mój czas pochłania praca nad rolą i - co dużo trudniejsze – poszukiwanie inwestorów, którzy zechcą w ten projekt zainwestować. Ale jeśli to się uda….. To będzie wielka sprawa! Dlatego wszystkich tych, którzy mnie lubią, którzy są stałymi bywalcami na naszej stronie,  proszę o wysyłanie pozytywnych myśli na ten temat. Myśl wyzwala energie, która popycha zdarzenia i ludzi w kierunku realizacji tego o czym myślimy. A wiec choć raz dziennie  

POMYSLCIE O TYM ABY SPEŁNIŁO SIĘ TO CZEGO PRAGNĘ I NAD CZYM PRACUJĘ  

i  

PODZIEKUJCIE BOGU AWANSEM ZA TO, ŻE PROJEKT NAD KTÓRYM PRACUJE DOSZEDŁ DO SKUTKU  

To musi zadziałać!    

 

 

czwartek 11.09.08 godz. 01:02

Ponieważ kolejna już osoba zwraca się do mnie z zapytaniem czy to prawda że Pan Viktor Zenni wyleczył mnie swoimi metodami z choroby Gravesa-Basedowa i czy warto poddać się jego terapii odpowiadam co następuje:

Na tę bardzo uciążliwą i nieprzyjemna chorobę zapadłam w 1980 roku po śmierci mojej mamusi i po rozwodzie ze swoim pierwszym mężem… myślę, że podłożem tego był ogromny stres i napięcie nerwowe, jak również zaburzony w dzieciństwie przez medycynę i farmację system hormonalny. Pierwsze objawy zaobserwowałam w czasie realizacji zdjęć do filmu „Miłość ci wszystko wybaczy” .

Choroba rozwijała się bardzo szybko i po paru miesiącach miałam już potężne wole, którego chciałam się jak najszybciej pozbyć. Prowadzący mnie doc. Zgliczyński twierdził, że nie można tego operować, że będzie mnie leczył 3 lata farmakologicznie. Na moje nieszczęście pisał wtedy jakąś pracę habilitacyjną i eksperymentował na swoich pacjentach przedawkowując wielokrotnie podawane nam leki. I to właśnie wtedy wskutek przedawkowania leków dostałam wytrzeszczu. A rozpoczynałam właśnie zdjęcia do „Debiutanki”. To dlatego grałam w tym filmie okularach i z przymkniętymi zawsze oczami. Kiedy skończyły mi się leki i nie mogłam ich przez tydzień kupić tam gdzie kręciliśmy zdjęcia- oczy mi się schowały. Kiedy wróciłam do Warszawy i zaczęłam brać leki – oczy mi wyskoczyły.

Dlatego dziś, choć nie jestem lekarzem, śmiem twierdzić, że wytrzeszcz oczu nie jest elementem choroby Basedowa, ale skutkiem leków stosowanych w czasie jej leczenia, a konkretnie skutkiem przedawkowania tychże leków. Kiedy odkryłam praktyki pana doktora zmieniłam lekarza. Wspaniała doktór Konstancja Roszkowska przyjmująca wtedy w klinice endokrynologicznej na ulicy Litewskiej w Warszawie bardzo szybko doprowadziła mnie do operacji i do optymalnie możliwej w tym stanie równowagi, łącznie z bardzo znacznym cofnięciem wytrzeszczu. Trzy miesiące po operacji zaczęłam zdjęcia do filmu „Krzyk”.

A potem, przez lata, w skutek nieregularnego trybu życia, stresów, nerwów, śmierci tatusia itp.… zaczęła się huśtawka : nadczynność przechodziła w niedoczynność, niedoczynność w nadczynność, chudłam 5 kilo, tyłam 10 kilo, zrzucałam nadludzkim wysiłkiem 10, tyłam 15, zrzucałam 15, tyłam 20 i tak w kółko. W tym czasie również uaktywnił się znowu mój wytrzeszcz oczu ( bo przecież musiałam brać te cholerne proszki ). Poddałam się więc bardzo nieprzyjemnej operacji wydobycia tłuszczu znad gałek ocznych. Po paru latach musiałam zrobić kolejną taką operację. I kiedy w 2004 roku groziła mi po raz trzeci taka operacja … dotarło do mnie ALVEO. I to dzięki Alveo uniknęłam trzeciej operacji oczu. I to dzięki Alveo wróciłam do równowagi. I to dzięki Alveo wróciłam do swojej figury. I to dzieki Alveo - mimo że przecież nadal nie mam tarczycy i muszę brać ten jeden proszek dziennie - mam od 4 lat wyrównane poziomy T3,T4 i TSH.  

Dlaczego tak szczegółowo to opisałam?  

Bo sprowokowana Państwa listami weszłam na stronę Viktora Zenni i ku swemu zdziwieniu zobaczyłam tam swoją wypowiedź , z której wynika, że to Jego zabiegi przywróciły mi równowagę, a to akurat w moim wypadku nie jest prawdą. Owszem byłam u Pana Zenni dwukrotnie z moją przyjaciółką fotoreporterką, której Jego zabiegi rzeczywiście bardzo pomogły na jej schorzenia. Owszem namówiona przez nią poddałam się wówczas również z ciekawości tym zabiegom. Owszem czułam się po nich dobrze, ale ponieważ przed nimi tez dobrze się czułam nie widziałam potrzeby korzystania z nich ponownie. Owszem słyszałam, że wielu ludziom zabiegi Pana Zenni pomogły.   Ale mi pomogło Alveo. I mojemu synowi pomogło Alveo. I setkom moich przyjaciół pomogło Alveo. Dlatego od ponad 4 lat zajmuje się tak poważnie krzewieniem informacji na temat możliwości działania tego cudownego, absolutnie naturalnego i bezpiecznego preparatu ziołowego.  

I dlatego informacje na temat Alveo umieściłam również na swojej stronie. Aby wszystkim potrzebującym służyć radą i pomocą. Bo wiem ilu ludzi dzięki Alveo uwolniło się od choroby tarczycy, cukrzycy, łuszczycy, alergii, nadciśnienia i wielu, wielu innych schorzeń… I wiem ilu ludzi dzięki Alveo uwolniło się od zażywanych latami leków, które na ogół lecząc jedno schorzenie przyczyniają się do powstania całej masy innych schorzeń. Wie o tym również mój dziewiętnasto letni dzisiaj syn, który tak jak i ja piaty rok pije Alveo i który tak jak i ja od 4 ponad lat na nic nie choruje.

Czego i Państwu z całego serca życzę.

Dorota Stalińska  

 

Proszę wybaczyć, że nie odpowiadam na wszystkie listy, ale ten temat wydał mi się bardzo ważny, dlatego mimo późnej nocnej godziny odpisałam.  

Na pozostałe listy odpowiem w przyszłym tygodniu po powrocie z Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni. Teraz mam wyjątkowo nabity kalendarz i na prawdę ani sekundy wolnej….

Bo to dużo Lekcji Bezpieczeństwa, jako że dzieci wróciły do szkoły…

Bo to mały remoncik robimy z synkiem w domu… wydawało nam się, że uporamy się z malowaniem w dwa dni, a tymczasem salon „uwięził” nas na ponad tydzień… ale jak będzie ślicznie czyściutko…

Bo to uczę się roli do filmu po japońsku, jako ze grać będę tłumaczkę japońskiego… a zapewniam Państwa, ze nie jest to łatwe..

Bo to szykuję wznowienie pierwszego tomiku swoich wierszy…

Bo to codziennie jeszcze coś się wydarza i ktoś koniecznie czegoś potrzebuje….

Bo to renowacja dekoracji „Zgagi”…..

Ojjjjjjjj, długo mogłabym wyliczać, ale musze iść pospać parę godzin… A wiec życzę Państwu kolorowych snów i radosnego poranka.