Dorota StalińskaPrasalata 80 - te

Ewa - Dorota

Jest aktorką młodą, ale już ze sporym stażem. Zna ją Pol­ska imprezowa - jeździ ze spektaklami Teatru Jedne­go Aktora. Swoje monodramy przygo­towuje starannie, dobiera ostre teksty, tnące. Zadebiutowała w Teatrze na Woli tuż po jego otwarciu w „Pierw­szym dniu wolności", była wtedy jesz­cze studentką IV roku. Naprawdę - to, co nazywa się karierą, wejściem w świat, przebiciem, podbiciem wi­downi, czyli zwróceniem na siebie uwagi et caetera, zaczęło się dla niej teraz, w filmie Barbary Sass „Bez mi­łości".

Jej Ewa, bohaterka filmu, to kreacja. Duża. Prawdziwa. Aż i nawet porów­nywalna z wieloma rolami uznanych aktorek w filmach zachodnich. Dorota Stalińska ma już po tym filmie swoje miejsce w krajowym panteonie filmo­wych osobowości, postaci obdarzo­nych życiem, barwą osobistą, ner­wem, postaci osobnych, z własną filozofią. Miała Stalińska duże szczęś­cie, że znalazła się wreszcie w naszym filmie rola kobieca - to po pierwsze, a po drugie, że ta rola wyraża część prawdy o czasach, w jakich żyjemy. Nie najbardziej reprezentatywną, ale nie skłamaną. Takie kobiety, jak Ewa Doroty Stalińskiej, hodowało ostatnie dziesięciolecie. Ich zastępy powolut­ku rosną. Powiększa je bezwzględne życie i jego tak zwane konieczności: walka o byt, przewaga kobiet, wilcze stosunki między ludźmi, mała pula przywilejów do rozdania dla silniej­szych i bardziej wytrzymałych, egoizm mężczyzn i nieodpowiedzialność ko­biet, rozpad rodziny, kłamstwo jako norma.

Ewa to dziennikarka (nieważne, że to akurat redakcyjne układy i realia są stronnicze i irrealne, mają przecież być tylko syntetycznym tłem, skrótem atmosfery ogólnej; a ta jest prawdziwa) przebojem idąca do celu. Cel - zaspokojenie ambicji, utarcie nosa eks-wielbicielowi w Rzymie. Ewa umie i potrafi pracować, ale pracę uważa za środek do kariery, szczebelek, atut, punkt. Nie ma czasu i miejsca na stre­sy, wątpliwości moralne, wyrzuty su­mienia. Świetnie ubrana, szczupła blondynka, łyka prochy, aby być wciąż na „wysokich obrotach", i jest zawsze w pogotowiu z aparatem fotograficznym. Czujna, bystra, inteligentna i jest jak włoski paparazzi - zawsze dyspo­zycyjna, pomysłowa i bezwzględna.

Decyduje temat; dla efektowności opracowania tematu Ewa gotowa jest przespać się z kimkolwiek, po drodze kogoś tam obłaskawić uśmiechem, kogoś omamić podstępem i szanta­żem, jeszcze kogoś prezentem i przy­jaźnią, ale i ryzykować sporo. Chodzi na treningi judo, umie robić użytek z tej umiejętności, umie odciąć się pijaczkowi, umie pokonać rywalkę (zresztą żonę człowieka, którego sa­ma uczepiła się dla kariery i którego traktuje jako finkę holowniczą, do cza­su...). Niegdyś skrzywdzona (nieślub­ne dziecko z Włochem, który łoży na nie w zielonych i w paczkach z ciucha­mi) może być twarda i żyć „bez miłości".

Zwykle taki typ w sztuce to męż­czyzna. Ewa Stalińskiej wprowadza w rejony filmu postać bardzo z życia - kobietę przystosowaną do zła, i poka­zuje, jak bardzo może to być groźne i samoniszczące. Ewa jest brzydka, drobna, ale jej twarz jest twarzą dziewczyny przygo­towanej na grę, grę we wszystko i za każdą cenę. Ta jej czujność, skupienie, ta zimna pasja w zapamiętaniu się w pracy - Dorota Stalińska jest tu niestrudzonym żeńskim wodzirejem Stuhra (z „Wodzireja") bez jego miękkości i płaszczenia się. Jej ostrość sugeruje więcej: może być poczytana za rewolucyjność, anarchię społecz­ną, postawę polityczną. A jest tylko maską samoobrony. Druga twarz Ewy to znużenie - znużenie swoją agre­sywnością, pełna świadomość ceny, jaką płaci za kroczki do sukcesu, które są także ceną trwania jakoś na po­wierzchni. Uśmiech Ewy, kiedy godzi się na wizytę w domu mężczyzny, który jej coś załatwił, a teraz odbierać chce dług, oczy Ewy po akcie z przy­godnym towarzyszem, jej wrogość ukryta dobrze, ale wyczuwalna...

Ma paskudny charakter i dewizę życiową najwygodniejszą z wygodnych: żyć, tylko żyć, bez względu na cenę. Jest złą matką, złą córką, ale ma cholerną pasję pokazania wszystkim, do czego już doszła. Samotnie i samo­dzielnie. Robiąc użytek z inteligencji, a nigdy nie robiąc użytku z uczuć, których się wyrzekła. Przegrywa, naturalnie. Chociaż w filmie ta przegrana jest nieprawdo­podobna. I przemiana, jakiej podlega Ewa, i wstrząs, który ją dosięga. W fina­le Stalińska jest przestraszonym zwie­rzątkiem, które nie wie, co było nie t a k ale nie wie też, co ma być dalej? Jak? Zimna i zwycięska Ewa to także Ewa przegrana, okaleczona z emocji, z amputowanym sercem. Dorota Stalińska to wszystko przekazuje, jej Ewa nie, woła o pomoc, ale jej Ewa nie jest też wymyślona, bo nie wymyślone były i są stosunki, na jakich – broniąc się pazurami - wyrastają takie dziewczyny! Także i takie dziewczyny, żeby było w zgodzie z ułamkami statystyki spo­łecznej. Prawda tej Ewy to także - Doroty Stalińskiej, dziewczyny, która utrafiła w pewien ton czasów. Że ten ton brzmi fałszywie, to już sprawa cał­kiem inna...  

 

Ewa - Dorota
Teresa Krzemień
1980 rok