EWA
Kobiety musiały przyjąć swą emancypację „z całym dobrodziejstwem inwentarza", inaczej mówiąc: zdobycie prawa wykonywania rozmaitych zawodów i dostępu do uczelni przydało im nowych obowiązków. Do trosk związanych z prowadzeniem domu doszły kłopoty zawodowe. Także sukcesy. Słowem - kariera.
Ewa, bohaterka filmu „Bez miłości' w reżyserii Barbary Sass-Zdort, pragnie zrobić karierę jak najszybciej i za wszelką cenę. Będzie kłamać, udawać miłość, wykorzystywać znajomości. Potrafi także zrobić użytek ze swego uporu, zdolności i energii, toteż w szybkim czasie początkująca dziennikarka przechodzi od pisania notatek z kroniki wypadków do problemowych artykułów społecznych. Sukces niewątpliwy. Tylko za jaką cenę? Na dwudziestym piętrze nowego gmachu „Intraco" koło Dworca Centralnego w Warszawie mieszczą się biura administracyjne budynku. Dziś jest dzień wypłat, więc w wąskich korytarzach co chwila mijają się grupki ludzi. Do jednego z otwartych pokoi zagląda ktoś poszukujący kasy. Wycofuje się jednak szybko - we wnętrzu stoją reflektory, kamera. W filmie pomieszczenie to „gra" jako pokój redaktora naczelnego pewnego tygodnika. Trwa właśnie kolegium, Młoda, atrakcyjna blondynka odgarnia kosmyk włosów i z przejęciem tłumaczy:
- Te dziewczyny przyjeżdżają ze wsi, liczą, że zaznają lepszego życia.
Ale nikt im nie pokazał, jak w tym nowym świecie żyć... Ewa (Dorota Stalińska) stara się przekonać naczelnego do tematu swego reportażu: o życiu młodych robotnic w wielkim mieście. Od tego reportażu zależy bardzo wiele. Ewa musi się „wykazać", stara się o stypendialny wyjazd do Włoch...
W pokoju tłoczno - ekipa, aktorzy, także grający w tym filmie dziennikarze. Filmowy pokój redakcyjny, tak jak i prawdziwe pomieszczenia w redakcjach, nie jest zbyt przestronny, za te o wiele nowocześniejszy. Białe telefony, tapety z wzorzystego plastiku, futryny z połyskującego metalu. Na stole kilka szklanek z napisem „Intraco" Do tego wnętrza jak z reklamówki pasują krążący w nim ludzie. Wielu w stylu „Hoff" - sportowe koszule, spodnie khaki wpuszczone w wysokie buty z jasnej skóry.
Reżyser Barbara Sass-Zdort zarządza następne ujęcie. Narada skończona, naczelny zaakceptował temat. Ewa jednak chmurzy się, gdyż przed chwilą Piotr (Władysław Kowalski) zbyt gorliwie ją poparł. Zapatrzony w nią Piotr stara się pomagać Ewie, jak tylko może, i ona umie to wykorzystać. W tym jednak przypadku zbyt jawna protekcja mogłaby jej tylko zaszkodzić.
Sfilmowana przed chwilą scena przedstawia Ewę taką, jaka jest ona „na zewnątrz", dla ludzi: energiczna, ambitna dziennikarka. A jednak dla Ewy kariera nie jest chyba celem samym w sobie. Choć film nazywa się „Bez miłości", motywem działania bohaterki jest właśnie uczucie. Dzięki karierze Ewa ma nadzieję odzyskać mężczyznę, którego kiedyś kochała a także udowodnić jemu i sobie, że potrafi być kimś więcej niż bezradną nikomu niepotrzebną, naiwną dziewczyną.
Do następnego ujęcia ustawiają się obok aktorów dziennikarze występujący w rolach kolegów Ewy. Pytałam kilkoro z nich - nie znają szczegółów scenariusza. Ciekawe, jak oceniliby Ewę. Jej reportaże są dobrze napisane, traktują o ważnych społecznie sprawach. Jednakże Ewa, osiągając kolejne sukcesy, nie cofa się przed kłamstwem czy nielojalnością, jeśli tylko może jej to w czymś pomóc. Postępuje tak, bo pragnie odzyskać miłość ojca jej dziecka, chce także zdobyć nareszcie samodzielność i niezależność. Lecz kiedy los przestanie jej sprzyjać, zastanowi się wreszcie nad swoim postępowaniem. Może nawet zupełnie się zmieni. Jaka jest Ewa?