Dorota StalińskaDorota i InniWspomnienia

Jan A

 

To był kolejny taki sam dzień. Włóczyłem się bez celu po mieście. Nic mi się nie chciało, a w domu też nie mogłem być. Odstraszało mnie to miejsce, od kiedy moja żona – Anna , przegrała walkę. Rak znowu wygrał.  

Byłem w fatalnym stanie. W pracy zwolnienie, w domu czułem się samotnie i źle… Każdy przedmiot mi Ją przypominał… każdy skrawek naszego domu sprawiał mi ból. Zostało mi miasto. Chodzenie po nim bez celu. W wygodnych butach, wyciągniętym swetrze. Taki wygodny, mało elegancki strój.

Nagle zorientowałem się, że stoję w jakimś tłumie ludzi. To była kolejka do kasy. Do kasy Teatru powszechnego w Warszawie.  Pełno ludzi czekało, aż zaczną sprzedawać wejściówki. O biletach można było zapomnieć. Przysłuchiwałem się rozgorączkowanym rozmowom. W końcu spytałem: „Za czym kolejka ta stoi?”. Usłyszałem, że przecież Stalińska i dziwne, że o tym nie wiem. Wyglądałem nieco dziwnie, kilka młodych osób (widać, że bywalcy), zagadywali… Nie widział pan „Próby”?, MUSI PAN!!

I znalazłem się na „Próbie”. Do dziś się wstydzę swojego stroju. Przepraszam, za tamten sweter i powypychane na kolanach spodnie.

Pani Doroto! To był pierwszy dzień od 1,5 roku (od śmierci mojej Ani), kiedy udało mi się oderwać od myśli, od tych przeżyć. To były pierwsze chwile, kiedy śmiałem się, głośno do rozpuku. Potrafiłem śmiać się na „marynareczce”, Jackowie, bawiła mnie ta gra z widzami. Ale też płakałem z panią podczas „Tam, gdzie Ci źle”… Pomyślałem, że moja Ania, jest właśnie tak ze mną… Jak pani w tej piosence… Zawsze… I że, nie chce mojego bólu.. To był dla mnie najważniejszy moment…

Pani Dorotko! Wróciłem do życia. Zupełnie przypadkiem znalazłem się jak na jakiejś terapii… To niesamowite. Dziękuję po stokroć, dziś znów chce mi się żyć. Dziękuję…