Dorota StalińskaPrasalata 80 - te

Krzyk - FILM

Kino Barbary Sass („Bez miłości", „Debiutantka", „Krzyk") może drażnić, irytować, ale to jest kino. Jej kino. Scenarzystki i reżyserki w jednej osobie oraz aktorki Doroty Stalińskiej. Nie mniej ważny jest tu operator  - Wiesław Zdort, współautor trzech wymienionych tytułów.

„Bez miłości" - to film dynamiczny, ale fałszywy w realiach; tak bywa, gdy bardzo się pragnie zrobić tzw. „amerykański" film o nas i u nas. Amerykański - to znaczy: energicznie inscenizowany, wyłapujący z rzeczywistości same atrakcyjne (filmowo) kawałki, grany szybko, nerwowo, w ogóle ekspresyjny, zagęszczony etc. Do­dajmy do tego rodzimą, powszednią gnuśność, a okaże się, że cały ten kostium leży jak frak na garbatym;

„Debiutantka" znowu''— to była rzecz pretensjonalna, na uboczu spraw istotnych, pozorna, a przez to nieprzekonująca. Zupełnie inaczej prezentuje się „Krzyk". Myślę, że oba poprzednie filmy były Barbarze Sass potrzebne. Owszem, nadal chce robić kino dynamiczne, intensywne, ale to pragnienie ziścić się może dopiero wtedy, gdy film opowiada o bohaterze z krwi i kości. Tak jest właś­nie w „Krzyku". I gotów jestem darować autorce filmu zamazanie tła społeczno-politycznego; zdaje się, że niejasności wynikają z do­datkowego, że tak powiem, montażu... Coś tu się rwie, coś jest prze­milczane coś napomknięte coś urwane.

Ale jest przejmujący los młodej kobiety, która wyszła z więzienia I dostaje tzw. szansę. Filmów tego typu było sporo, zbożna idea resocjalizacji ukatrupiła niejeden film, tym razem przecież cała historia jest wiarygodna. Barbara Sass prawdę swej opowieści bu­duje na osobowości Doroty Stalińskiej. Beż niej film ten byłby niemożliwy, w każdym razie nie byłby to ten sam film. Obecność Stalińskiej na ekranie jest nachalna, natrętna, żywiołowa, dosłownie niemal rozsadza film, a jednak bacznie śledzimy każdy jej ruch, każde wypowiedziane słowo, czujemy bowiem, od pierwszej chwili, że każdy z tych elementów coś w tym filmie znaczy.

Co więcej: nie ma tu specjalnych rewelacji w opisie środowiska, rodowodu bohaterki, przeciwnie - są to rzeczy na ogół w tego typu filmach spotykane. A więc: matka -alkoholiczka, dom-melina, przeszłość więzienna, dziewczyna - typ kumpla, taka chłopaczyca, która umie rozmawiać z kolesiami spod budki z piwem, zrobić z nimi skok, klnie jak furman, umie pociągnąć z gwinta, cięgiem żuje gumę, owszem, gotowa jest coś w swoim życiu zmienić, ale ma swo­ją godność etc, etc.

I znów - znamy, to wszystko znamy aż nadto dobrze. I nie znamy wcale. Wszystko to „Krzyk" odkrywa przed nami po raz pierwszy. Ta matka - alkoholiczka jest bezwzględnie wiarygodna, ten dom-melina jest prawdziwy Marianna mówi tak jak mówi i nie wy­obrażamy sobie, by mogła mówić innym językiem. Kiedy oświadcza, że woli sprzątać i czyścić kible, niż usługiwać staruchowi, który nią pomiata, rozumiemy, że to nie tylko idzie o jej knajacką godność, ale i obronę tej odrobiny człowieczeństwa, którą w sobie ma i na której naprawdę chce coś zbudować. Wspaniale pokazane jest przeobrażanie się chłppaczycy w kobietę. Zmieniają się nie "tytko jej ruchy, gesty, mimika, ale rodzą się w niej pierwsze, czułe słowa, pierwsza miękkość, iskra ufności; ulega także zmianie" jej stosunek do matki, od pogardy do pełnego bólu i goryczy współczucia.

Nie opowiadam fabuły. Jak rzekłem, nie jest rewelacyjna. Ważne jest, że Marianna odrywa się od tego filmu, zostaje z nami, co przecież w kinie nie zdarza się tak często. Myślę, że od czasu Zbigniewa Cybulskiego żaden aktor nie potrafił tak nas poruszyć losem kreowanej przez siebie postaci.

Nie stać mnie na szczytniejszy komplement dla polskiego czy aktorki.

 

Krzyk
FILM
1983
„KRZYK” – reż. Barbara Sass
EFIN