Dorota StalińskaPrasalata 80 - te

Ordonka na ekranie

Jedno z pierwszych ujęć: „na pierwszym planie, odwróco­na tyłem do kamery, stoi kobieta w battle-dressie, na ra­mieniu naszywka „Poland". Ko­bieta patrzy za przejeżdżającymi  ciężarówkami. Gdy mija ją osta­tnia, odwraca się twarzą do kamery. Jest to Hanka, bohaterka filmu. Zaczynia iść powoli w kie­runku namiotów. Widzimy, że jest zmęczona, zrezygnowana".

Jestem na planie filmu: MI­ŁOŚĆ CI WSZYSTKO WYBACZY w reżyserii Janusza Rzeszowskie­go. Kolejny, chyba ponad pięć­setny „klaps" oglądam - a wła­ściwie podglądam — w elegan­ckim mieszkaniu na warszawskiej Saskiej Kępie. W drzwiach staje Hanka, ubrana w seledynowy strój i biały kapelusz, naprzeciw niej wychodzi Aniela - przyja­ciółka. Krótka chwila powitania i Hanka szybkim krokiem wchodzi do saloniku. „Padam ze zmęczenia, bo z Mieciem Foggiem żegnaliśmy na dworcach żołnie­rzy odjeżdżających na front" - mówi. Scenę tę trzeba powtórzyć kilkakrotnie, reżyser ma swoje wymagania.

Cóż, nietrudno się domyślić, że będzie to film o Hance Ordonównie, chociaż Krzysztof Teodor Toeplitz, autor scenariusza, stara się prze­konać widza w tekście poprzedza­jącym sceny filmowe, że „wszelkie podobieństwo występujących osób i sytuacji do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe". Z dru­giej zaś strony dodaje, że jego film „nie zamierza burzyć legen­dy i dochodzić ukrytej pod nią prawdy. Pragnie on raczej wie­rzyć legendzie, a nawet dodać do niej swoje własne domysły..."

Korzystam z chwili przerwy i przeprowadzam krótką rozmowę z reżyserem.

- Widzowie nie dadzą sobie wmówić, że film, który pan rea­lizuje, nie opowiada historii żucia Hanki Ordonówny.

- Bo jest to raczej historia, do której posłużyła biografia Ordo­równy.

Krzysztof Teodor Toeplitz, trochę może na moją prośbę, za­interesował się tak niesłychanie bogatym życiorysem tej przedwo­jennej polskiej gwiazdy piosenki i kabaretu. Staraliśmy się rozma­wiać ze wszystkimi, którzy ją bli­żej znali, by możliwie jak najwierniej ukazać jej życie, aczkol­wiek, jak to już powiedziałem, będzie to rzecz o legendzie gwia­zdy. Znalezienie dziś dobrego sce­nariusza, z gatunku tzw. rozrywki, którym się głównie zajmuję, a który miałby cechy prawdopo­dobieństwa, bez tej idiotyczniej fa­buły operetkowej, nie jest sprawą łatwą. Tym razem udało mi się taki zdobyć. „Miłość ci wszystko wybaczy" jest opowieścią opartą na realiach, pełną prawdy.

- Czy pokaże pan całe życie Ordonówny?  

- Nie chciałbym uprzedzać, powiem tylko, że historia zaczyna się i kończy pobytem Ordo­nówny na pustyni z polskimi dziećmi podczas drugiej wojny światowej. W ciągu dnia i nocy artystka wspomina całe swoje ży­cie. Akcja filmu odwołuje się, więc do konwencji retrospekcji.                

Janusz Rzeszewski wraca, na filmowy plan, a ja rozmawiam z odtwórczynią głównej roli - DO­ROTĄ STALIŃSKA. Swego czasu telewizyjny „Pegaz" pokazał re­portaż z poszukiwania aktorki, która mogłaby zagrać przedwo­jenną gwiazdę kabaretu. Do zdjęć próbnych pozowały: Elżbieta Starostecka, Iga Cembrzyńska, Gra­żyna Barszczewska. Wybrano Cembrzyńską. Jednak podpisany wcześniej przez tę aktorkę kon­trakt z wytwórnią RD-owską uniemożliwił jej udział w filmie o Ordonównie. Kolejną kandydat­ką, ostatecznie zaakceptowaną jednogłośnie przez twórców filmu, okazała się warszawska aktorka, Dorota Stalińska, ostatnio laureatka nagrody im. Zbigniewa Cy­bulskiego.

- Jak przyjęła pani rolę Han­ki Ordonówny?

- Po współczesnej roli w fil­mie „Bez miłości" postać znako­mitej artystki wydała mi się, chociażby przez przeciwstawienie, bardzo ciekawym materiałem aktorskim.

- Czyli kolejne doświadczenie tak przecież ważne dla młodej aktorki...

- Nie tylko dla młodej. Po­wiem panu, że jestem wrogiem używania określenia „młoda aktorka", gdyż najczęściej zawie­ra ono formę pewnego rodzaju zasłony na zawodowe niedostat­ki. Przecież aktorstwo, jak chyba i inne zawody, trzeba jednakowo dobrze uprawiać w każdym wie­ku.

- A jednak z biegiem lat, z biegiem dni, nabiera się. rutyny, zdobywa doświadczeń...

- Oczywiście, zgadzam się z panem. Tylko, że nie należy mło­dości używać jako sposobu na zrzucenie odpowiedzialności.

- Powierzono pani rolę postaci legendarnej. Co pani czuje?

- Może zabrzmi to brutalnie, lecz ja o tym zupełnie nie myślę. Nie obciąża mnie to, że mam stawić czoła legendzie i zderzyć się z mitem. Rola jest ciekawa, postać wspaniała i to jest ważne.

- Co więc w tej postaci wspa­niałego pani znalazła?

- Fascynującą osobowość, peł­ną bogatych właściwości. Aby ją lepiej poznać, wzięłam się za so­lidne studia: poznałam jej życio­rys, przeczytałam wiersze, które oraz książkę „Tułacze dzieci" jej autorstwa, obejrzałam filmy, w których występowała, rozmawiałam z ludźmi, którzy się z nią przyjaźnili i którzy ją zna­li. Natomiast mogę tylko sobie wyobrazić, co czuła, co myślała. Staram się nie kopiować Ordo­nówny, bo mogłoby to trącić pa­rodią i wyrządzić szkodę. Chcę zachować wspaniałość tej kobiety, uchwycić wszystko, co będzie po­mostem między jej czasami a te­raźniejszością. Zdaję sobie spra­wę, że dla widza taka konfronta­cja nie będzie sprawą łatwą. Ale nie mogę przecież myśleć o tym podczas pracy.

W filmie MIŁOŚĆ CI WSZYSTKO WYBACZY zobaczymy plejadę najpopularniejszych aktorów: Bożenę Dykiel (gra Zulę Pogorzelską), Piotra Fronczewskiego, Czesława Wołłejkę, Jana Kobuszewskiego, Wojciecha Po­korę, Kazimierza Brusikiewicza, To­masza Stockingera (wystąpi w roli Wertyńskiego, zaśpiewa tez kilka jego romansów). W filmie nie zabraknie znakomitych piosenek, które utrwa­liły Ordonówuę w dziejach naszej sztuki estradowej. Dorota Stalińska będzie je śpiewać głosem Hanny Ba­naszak.

Bogaty życiorys legendarnej Ordonki, dziwnie splątane losy gwia­zdy kabaretu „Qui pro Quo", ar­tystki występującej na estradach Włoch, Wiednia, Paryża, Aten, Damaszku, Bejrutu, Jerozolimy, aktorki teatrów wileńskich w pierwszych latach drugiej wojny światowej, opiekunki polskich dzieci, którym wojna zabrała dom i najbliższych, żołnierza II Korpusu, historię życia wielkiej indywidualności w wymiarze ar­tystycznym i ludzkim — obejrzy­my wkrótce na ekranie.

Dodajmy, że autorem stylowej scenografii (z doskonałą wierno­ścią odtworzono m. in. wnętrze teatrzyku „Qui pro Quo") jest Je­rzy Masłowski, a kostiumy zapro­jektowała Jolanta Jackowska. Sceny filmowe realizowane były w Warszawie, Gliwicach, Karlovych Varach, w Bułgarii i Pradze, która „pozowała" do ujęć w sta­rej Warszawie i Lwowie. Czy film MIŁOSC CI WSZYSTKO WYBA­CZY zdobędzie taką popularność jak przedwojenny przebój (wów­czas mówiono „szlagier") Ordo­nówny? Zobaczymy.      

 

 

Ordonka na Ekranie
Przekrój
22. II. 1981
Kazimierz Sobolewski