Wrocław po raz kolejny miał okazję zobaczyć Panią na, estradzie, tym razem zaprezentowała Pani program pod tytułem „Smak życia". Został on oparty na tekstach jednego autora…
Dorota Stalińska: Tym autorem jest Andrzej Poniedzielski. Od lat mam do czynienia z jego tekstami i pomyślałam sobie, że warto byłoby zrobić program oparty na jego tekstach. Chciałam go przez to przedstawić bliżej tym, którzy go jeszcze nie znają. Prezentuje on taki rodzaj ironii, cynicznego spojrzenia na naszą rzeczywistość, który mi szalenie odpowiada. Nic jednocześnie nie traci z poezji.
W tym programie wykorzystała Pani również teksty Agnieszki Osieckiej i Wojciecha Młynarskiego.
Tak, ale nie był to przypadkowy wybór tekstów. Utrzymane są one w określonej konwencji, chociaż nie są specjalnie na tę okoliczność pisane. Mam nadzieję, że mój dobór jest szczęśliwy i nie kłóci się z ideą tego recitalu.
„Smak życia" to tytuł przedstawionego w Centrum Sztuki „Impart" recitalu, a jaki smak ma dzisiejsze Pani życie?
Hm... Ze smakami życia, to bywa bardzo różnie. Raz jest kwaśno, raz gorzko. Słodko jest wtedy, kiedy mój syn zasypia wieczorem. Staje się nie tylko słodko, ale i spokojnie.
A skoro o smakach mowa, to porozmawiajmy o tych wigilijnych...
Święta mnie także w tym roku zaskoczyły i nie wiem gdzie je będę spędzać. Prawdopodobnie pojedziemy z synem do Zakopanego. Natomiast Wigilia będzie w domu. Jestem tradycjonalistką i nie wyobrażam sobie Wigilii inaczej, jak z choinką i tradycyjnymi potrawami. Musi być karp w galarecie, barszczyk z uszkami, oczywiście kutia i masę innych smacznych rzeczy.
A dbałość o linię?
Staram się bardzo mało jeść, ale na stole wigilijnym muszą znaleźć się wszystkie te potrawy. Choćby symbolicznie. Tym bardziej, że mój synek w zeszłym roku jadł karpia w galarecie i bardzo mu smakował.
Czy ten stojący w Pani garderobie koń na biegunach, to prezent dla syna pod choinkę?
Prezent dla syna, ale najprawdopodobniej dostanie go zaraz po moim wejściu do domu. Nigdy nie potrafię schować prezentu dla niego na jakąś okazję. Daję mu wszystko natychmiast po kupieniu, aby zobaczyć, jak bardzo się cieszy.
Zauważyłem, że publiczność na Pani recitalu stanowili przede wszystkim ludzie bardzo młodzi. Czy skierowany był on do takiej właśnie publiczności?
Publiczność „Impartu" jest specyficzna, gdyż sama decyduje, kogo chce zaprosić na spotkanie lub recital. Jest to bardzo zobowiązujące, ale i dopingujące. Cieszę się, że mam coraz młodszą publiczność, to także mnie odmładza i nadaje sens mojej pracy.
Czy są w Pani repertuarze piosenki, które towarzyszą Pani pozascenicznemu życiu?
Myślę, że do późnej starości będę śpiewać sobie o „Pilnowaniu marzeń" i „Datach polskich".