Dorota StalińskaPrasalata 90 - te

Smaki życia

Wrocław po raz kolejny miał okazję zobaczyć Panią na, estra­dzie, tym razem zaprezentowała Pani program pod tytułem „Smak życia". Został on oparty na teks­tach jednego autora…

Dorota Stalińska: Tym autorem jest Andrzej Poniedzielski. Od lat mam do czynienia z jego teksta­mi i pomyślałam sobie, że warto byłoby zrobić program oparty na jego tekstach. Chciałam go przez to przedstawić bliżej tym, którzy go jeszcze nie znają. Prezentuje on taki rodzaj ironii, cynicznego spojrze­nia na naszą rzeczywistość, który mi szalenie odpowiada. Nic jednocześnie nie traci z poezji.    

W tym programie wykorzystała Pani również teksty Agnieszki Osieckiej i Wojciecha Młynarskiego. 

Tak, ale nie był to przypadkowy wybór teks­tów. Utrzymane są one w określonej konwencji, cho­ciaż nie są specjalnie na tę okoliczność pisane. Mam nadzieję, że mój dobór jest szczęśliwy i nie kłóci się z ideą  tego  recitalu.    

„Smak życia" to tytuł przedstawionego w Cen­trum Sztuki „Impart" reci­talu, a jaki smak ma dzi­siejsze Pani życie?

Hm... Ze smakami ży­cia, to bywa bardzo róż­nie. Raz jest kwaśno, raz gorzko. Słodko jest wtedy, kiedy mój syn zasypia wie­czorem. Staje się nie tyl­ko słodko, ale i spokojnie.  

A skoro o smakach mowa, to porozmawiajmy o tych wigilijnych...

Święta mnie także w tym roku zaskoczyły i nie wiem gdzie je będę spędzać. Prawdopodobnie po­jedziemy z synem do Za­kopanego. Natomiast Wigilia będzie w domu. Jes­tem tradycjonalistką i nie wyobrażam sobie Wigilii inaczej, jak z choinką i tradycyjnymi potrawami. Musi być karp w galarecie, barszczyk z uszkami, oczy­wiście kutia i masę innych smacznych  rzeczy.  

A dbałość o linię?

Staram się bardzo ma­ło jeść, ale na stole wigi­lijnym muszą znaleźć się wszystkie te potrawy. Choćby symbolicznie. Tym bardziej, że mój synek w zeszłym roku jadł karpia w galarecie i bardzo mu smakował.  

Czy ten stojący w Pani garderobie koń na biegu­nach, to prezent dla syna pod choinkę?

Prezent dla syna, ale najprawdopodobniej dostanie go zaraz po moim wejściu do domu. Nigdy nie potrafię schować prezentu dla niego na jakąś okazję. Daję mu wszystko natych­miast po kupieniu, aby zo­baczyć, jak bardzo się cie­szy.  

Zauważyłem, że pub­liczność na Pani recitalu stanowili przede wszystkim ludzie bardzo młodzi. Czy skierowany był on do ta­kiej właśnie publiczności?

Publiczność „Impartu" jest specyficzna, gdyż sa­ma decyduje, kogo chce zaprosić na spotkanie lub recital. Jest to bardzo zo­bowiązujące, ale i dopin­gujące. Cieszę się, że mam coraz młodszą publiczność, to także mnie odmładza i nadaje sens mojej pracy.  

Czy są w Pani reper­tuarze piosenki, które to­warzyszą Pani pozasce­nicznemu życiu?

Myślę, że do późnej starości będę śpiewać so­bie o „Pilnowaniu marzeń" i „Datach polskich".  

 
Rozmawiała: Iwona Strzelewicz
grudzień` 1980