Ktoś kiedyś powiedział, że kobieta nigdy nie spełni się w pracy zawodowej. Mężczyzna - owszem, ale kobieta... Dziewczyna z filmu Barbary Sass nie jest wynalazkiem naszego wieku. Takie Jak ona były, są i będą. Madame Du Barry, Pompadour i wiele innych, których nazwisk nie znamy. Dla nich każda droga wiodąca do celu była dobra. Są to prawdy znane i stare jak świat. Ewa z filmu „Bez miłości" jest jednak jedną z nas. Żyje wśród nas, myśli i czuje jak my. Czyli jak?... Chce być uznawana i znana, chce wiedzieć, że żyje. Ale los nie dla wszystkich jest łaskawy. Miast rezydować W rzymskiej dzielnicy Parioli jako żona znanego włoskiego dziennikarza, porzucona powraca z nieślubnym dzieckiem do kraju. Ma gdzieś koło trzydziestki, siłę przebicia i gorącą potrzebę powrotu do Włoch. Praca w redakcji jest więc dla niej jedynie środkiem, który pozwoli zrealizować ów powrót (musi wrócić jako „ktoś") i odzyskać ukochanego mężczyznę. Ojca swego dziecka. Czy Ewa jest bezwzględna w drodze do owego wytkniętego celu? W jej przekonaniu cel uświęca środki. Cel jest wzniosły, środki wątpliwe.
Bohaterka filmu Barbary Sass nie budzi jednak odrazy, lecz współczucie. Cena, jaką płaci za wymarzony ryczałt w redakcji jest bardzo wysoka. A może innej nie ma? Rolę Ewy powierzyła reżyserka Dorocie Stalińskiej. Jest to duży sukces młodej aktorki. Nakreśliła postać pełną temperamentu, cyniczną, zachłanną, a zarazem bezbronną i liryczną. Bardzo pięknie i konsekwentnie poprowadzona postać, stwarzająca duże nadzieje na aktorską przyszłość Stalińskiej.
„Bez miłości" to debiut fabularny Barbary Sass. Trudno dopatrzyć się w nim jakichkolwiek debiutanckich grzechów. Jest to dzieło dojrzałe. Dobre kino, na które warto pójść. Przeżyć historię Ewy, zastanowić się nad istotą takich właśnie poczynań. Barbara Sass jest scenarzystką i reżyserem filmu, stąd więc chyba wypływa jednolitość myślowa filmu i osobisty stosunek do głównej bohaterki. Autorka filmu rozumie tę dziewczynę. Nie jest wobec niej okrutna, nie osądza jej postępowania.
Czy „Bez miłości" jest filmem kina kobiecego, jednym z tych, które podejmują problemy „wo-men liberation"? Wprawdzie autorka bardzo wypiera się tego podobieństwa, ale niewątpliwie coś łączy ją z reżyserkami z innych krajów. Może właśnie „kwestia kobieca", ów nierozwiązywalny problem kobiety-matki ponoszącej wszystkie konsekwencje związków nieoficjalnych. Można by do autorki filmu zgłaszać pewne pretensje o uproszczenia. Można by się z nią sprzeczać o końcowe sceny, w których zawiedziona wiejska dziewczyna z tupetem wchodzi w rolę swojej niedawnej „dobrodziejki". Można, ale po co? Film „Bez miłości" jest własnością Barbary Sass, zawiera jej propozycje, jej przemyślenia i jej rozwiązania. W kształcie artystycznym, jaki zaproponowała, wszystko jest do przyjęcia.
Był przed laty na ekranach naszych kin amerykański film „Wszystko o Ewie". Problem podobny. Tamta dziewczyna - aktorka, podobnie jak Ewa osiągnęła wszystko w pracy zawodowej, zabrakło tylko w jej życiu miłości. Bo miłość i sukces to zupełnie różne sprawy. Szczęścia osobistego nie zastąpią żadne, największe nawet osięgnięcia zawodowe, wiadoma tej prawdy autorka filmu nie demonizuje postaci Ewy. Każe jej być sobą, kiedy nikt nie widzi. Szczególnie w scenie na lotnisku, gdy pozwala sobie na luksus marzeń. Być kobietą kochaną, otoczoną serdeczną troską, mającą dom, rodzinę... To przecież właśnie owe „domowe ciepełko", z którego tak drwi, jest tym czego nie udało się jej osiągnąć.
Niezależność - tak, ale nie na zawsze, zdaje się mówić Barbara Sass. Lekcje karate -też, ale do czasu, gdy jeszcze nie ma się zadyszki. Używanie, podniecających pigułek rujnuje zdrowie I odbiera siły. Co będzie za kilka lat z Ewą? Co stanie się z jej życiem?
W filmie „Bez miłości" każdy znajdzie coś dla siebie. Jest sprawnie zrealizowany, pięknie przez Wiesława Zdorta sfotografowany i znakomicie przez wszystkich aktorów grany. Władysław Kowalski i Zdzisław Wardejn stworzyli bardzo sugestywne postacie panów nie odrzucających żadnej okazji, a Jadwiga Polanowska w małej, ale znaczącej roli „koleżanki z redakcji" pokazała pewien psychicznie typowy przykład małej trusi, która czeka na swoją okazję. „Bez miłości" jest filmem dla wszystkich.