Dorota StalińskaPrasalata 80 - te

Wszystko o Ewie

Ktoś kiedyś powie­dział, że kobieta nigdy nie spełni się w pracy zawodowej. Mężczyzna - owszem, ale kobieta... Dziewczyna z filmu Bar­bary Sass nie jest wynalazkiem naszego wieku. Takie Jak ona by­ły, są i będą. Madame Du Barry, Pompadour i wiele innych, których nazwisk nie znamy. Dla nich każda droga wio­dąca do celu była do­bra. Są to prawdy znane i stare jak świat. Ewa z filmu „Bez miłości" jest jednak jedną z nas. Żyje wśród nas, myśli i czuje jak my. Czyli jak?... Chce być uzna­wana i znana, chce wie­dzieć, że żyje. Ale los nie dla wszystkich jest łaskawy. Miast rezydo­wać W rzymskiej dzielni­cy Parioli jako żona zna­nego włoskiego dzien­nikarza, porzucona po­wraca z nieślubnym dzieckiem do kraju. Ma gdzieś koło trzydziestki, siłę przebicia i gorącą potrzebę powrotu do Włoch. Praca w redakcji jest więc dla niej jedy­nie środkiem, który po­zwoli zrealizować ów powrót (musi wrócić ja­ko „ktoś") i odzyskać ukochanego mężczyz­nę. Ojca swego dziecka. Czy Ewa jest bez­względna w drodze do owego wytkniętego ce­lu? W jej przekonaniu cel uświęca środki. Cel jest wzniosły, środki wątpliwe.

Bohaterka filmu Bar­bary Sass nie budzi jed­nak odrazy, lecz współ­czucie. Cena, jaką płaci za wymarzony ryczałt w redakcji jest bardzo wysoka. A może innej nie ma? Rolę Ewy po­wierzyła reżyserka Do­rocie Stalińskiej. Jest to duży sukces młodej ak­torki. Nakreśliła postać pełną temperamentu, cyniczną, zachłanną, a zarazem bezbronną i liryczną. Bardzo pięk­nie i konsekwentnie po­prowadzona postać, stwarzająca duże na­dzieje na aktorską przy­szłość Stalińskiej.

„Bez miłości" to de­biut fabularny Barbary Sass. Trudno dopatrzyć się w nim jakichkolwiek debiutanckich grze­chów. Jest to dzieło doj­rzałe. Dobre kino, na które warto pójść. Prze­żyć historię Ewy, zasta­nowić się nad istotą ta­kich właśnie poczynań. Barbara Sass jest sce­narzystką i reżyserem filmu, stąd więc chyba wypływa jednolitość myślowa filmu i osobis­ty stosunek do głównej bohaterki. Autorka fil­mu rozumie tę dziew­czynę. Nie jest wobec niej okrutna, nie osądza jej postępowania.

Czy „Bez miłości" jest filmem kina kobiecego, jednym z tych, które po­dejmują problemy „wo-men liberation"? Wpra­wdzie autorka bardzo wypiera się tego podo­bieństwa, ale niewątpli­wie coś łączy ją z reży­serkami z innych kra­jów. Może właśnie „kwestia kobieca", ów nierozwiązywalny pro­blem kobiety-matki ponoszącej wszystkie konsekwencje związ­ków nieoficjalnych. Można by do autorki fil­mu zgłaszać pewne pretensje o uproszcze­nia. Można by się z nią sprzeczać o końcowe sceny, w których zawie­dziona wiejska dziew­czyna z tupetem wcho­dzi w rolę swojej nie­dawnej „dobrodziejki". Można, ale po co? Film „Bez miłości" jest włas­nością Barbary Sass, zawiera jej propozycje, jej przemyślenia i jej rozwiązania. W kształ­cie artystycznym, jaki zaproponowała, wszys­tko jest do przyjęcia.

Był przed laty na ekranach naszych kin amerykański film „Wszystko o Ewie". Problem podobny. Tam­ta dziewczyna - aktor­ka, podobnie jak Ewa osiągnęła wszystko w pracy zawodowej, za­brakło tylko w jej życiu miłości. Bo miłość i suk­ces to zupełnie różne sprawy. Szczęścia oso­bistego nie zastąpią ża­dne, największe nawet osięgnięcia zawodowe, wiadoma tej prawdy autorka filmu nie demo­nizuje postaci Ewy. Ka­że jej być sobą, kiedy nikt nie widzi. Szczegól­nie w scenie na lotni­sku, gdy pozwala sobie na luksus marzeń. Być kobietą kochaną, oto­czoną serdeczną tro­ską, mającą dom, rodzi­nę... To przecież właś­nie owe „domowe cie­pełko", z którego tak drwi, jest tym czego nie udało się jej osiągnąć.

Niezależność - tak, ale nie na zawsze, zdaje się mówić Barbara Sass. Lekcje karate -też, ale do czasu, gdy jeszcze nie ma się zadyszki. Używanie, podniecających pigułek rujnu­je zdrowie I odbiera siły. Co będzie za kilka lat z Ewą? Co stanie się z jej życiem?

W filmie „Bez miłoś­ci" każdy znajdzie coś dla siebie. Jest spraw­nie zrealizowany, pięk­nie przez Wiesława Zdorta sfotografowany i znakomicie przez wszystkich aktorów grany. Władysław Ko­walski i Zdzisław Wardejn stworzyli bardzo sugestywne postacie panów nie odrzucają­cych żadnej okazji, a Jadwiga Polanowska w małej, ale znaczącej roli „koleżanki z redak­cji" pokazała pewien psychicznie typowy przykład małej trusi, która czeka na swoją okazję. „Bez miłości" jest filmem dla wszyst­kich.  

 

Wszystko o Ewie
EKRAN
28. XII. 1980
Wiesława Czapińska